Siłownia Leszno galaxy sport

Poznań Open 2014: w(t)orek niespodzianek

Poznań Open 2014: w(t)orek niespodzianek
User Rating

Poznań Open 2014: w(t)orek niespodzianek

Czarny wtorek faworytów. Borna Corić, Damir Dzumhur, Andreas Beck poza turniejem singlowym. W Poznaniu nie zabrakło emocji, świetnych występów Polaków i oczywiście niespodzianek.

Wczorajsze zmagania na korcie centralnym zainaugurował Borna Corić, o którym pisaliśmy do tej pory w samych superlatywach. Warszawa okazała się dla niego szczęśliwa, bo pokonał tam samego Jerzego Janowicza. Wydawało się, że Chorwat może również miło zapamiętać Poznań. W końcu był jednym z faworytów do końcowego triumfu. Rzeczywistość okazała się brutalna i zapewne będzie chciał ten występ wymazać z pamięci. Mimo wygranego pierwszego seta nie wyglądał najlepiej od samego początku. Musiał bronić break pointów, jego rywal Adam Pavlasek łatwo wygrywał swoje podania i lepiej rozgrywał dłuższe wymiany. Przy stanie *3-4 jednak spanikował i oddał w prezencie przeciwnikowi przełamanie (zakończył gema podwójnym błędem), a konsekwencji pierwszego seta. Widać było, że jest trochę stremowany, coś go blokuje. Z drugiej strony Borna również był bardzo nerwowy, co chwilę rzucał coś w kierunku swojego opiekuna. W drugiej odsłonie Czech nadal grał swoje, wiedział, że nie ma już nic do stracenia, a Corić coraz częściej popełniał niewymuszone błędy, co nakręcało jego złość. W pewnym momencie wykrzyczał coś, z czego zdołałem jedynie rozszyfrować „fuckin… fuckin… fuckin.”. Pavlasek zdołał w końcu przełamać go i wyrównał stan rywalizacji w setach. Trzecia partia to efekt pewnej frustracji Chorwata. Psuł co mógł, a Czech pozostawał spokojny, przyglądał się temu i to wykorzystał.

#Pavlasek przełamał rywala po raz trzeci i wygrał 6-1 w decydującym secie. Zaraz na centralnym #Goffin. #PoznanOpen pic.twitter.com/ZIr3fiURID

— K. Pogorzelski (@kpogorzelski) July 15, 2014

Drugi mecz na korcie centralnym należał do Davida Goffin. Bardzo łatwo przyszło mu pokonać swojego francuskiego rywala. W pierwszym secie Belg nie oddał nawet gema. W drugiej sytuacja wyrównała się, lecz i tak wszystko było pod jego kontrolą. Gregoire Burquier obronił kilka serwisów, ale to było wszystko na co było go stać. Krzyczał do siebie po przegranych wymianach, że może ugrać coś więcej, że jest w stanie wygrywać te wymiany, „wystarczy tylko przebić pieprzoną piłkę w narożnik kortu”. Niestety, tego dnia nie był w stanie cokolwiek ugrać z bardzo dobrze dysponowanym przeciwnikiem i szybko pożegnał się z turniejem.

Po Goffinie na kort centralny wszedł Kamil Majchrzak, który walczył z innym Francuzem. Wydawało się, że Pierre-Hugues Herbert, poradzi sobie z młodym Polakiem, mimo że na nawierzchni ziemnej jest fatalny. Nic z tego. Kamil szybko przełamał rywala, utrzymywał własne podania i gdy serwował na seta przy stanie 5-4 pojawiło się wrażenie, że losy pierwszej partii są przesądzone. Majchrzak zdołał wybronić break pointy, by za chwilę otrzymać szansę na wygranie pierwszej odsłony. Herbert wybronił setową i moment później przełamał rywala (dość szczęśliwie: w decydującej wymianie piłka zahaczyła o taśmę). W następnym gemie Polak miał okazję zrehabilitowania się przy podwójnym break poincie. Tej szansy również nie wykorzystał i serwował, by pozostać w grze w pierwszym secie. Doprowadził do tie breaka, gdzie grał fantastycznie, szybko objął prowadzenie 5-0, więc na trybunach pojawiły się głosy „no tego to chyba nie jest w stanie popsuć”, co nawiązywało do wcześniej niewykorzystanych szans. Kamil wygrał pierwszego seta, Herbert poprosił o lekarza, a ja prędko udałem się na czwarty kort, gdzie Damir Dzumhur był w beznadziejnej sytuacji.

Bośniak, który w poprzednim roku dotarł do finału, przegrał pierwszego seta w pojedynku z Martinem Alundem. W drugim odrobił stratę przełamania i doprowadził do tie breaka, którego łatwo przegrał do dwóch. Była to druga, po odpadnięciu Coricia, poważniejsza niespodzianka. Damir nie wyglądał dobrze. Był bardzo nerwowy, co chwilę kręcił głową nie dowierzając, jak dużo szczęścia ma rywal. Pokazywał, a to że kolejny raz Argentyńczyk trafił w linię, a to że jeszcze jeden raz uderzył nieczysto. Krzyczał, wpadał w furię, lecz nie mogło to przynieść pozytywnego efektu. Po tym spotkaniu trener Alunda w luźnej rozmowie ze swoim podopiecznym i innymi tenisistami podkreślał, jak Damir zachowywał się w trakcie meczu, przedrzeźniając jego ruchy i gesty. Kimmer Coppejans wcześniej na tym samym korcie uległ Adrianowi Ungurowi 3-6, 1-6 (mimo, że w pierwszym secie wygrywał *3-2), a po zakończeniu spotkania zły odmówił dzieciom autografów i uciekł w kierunku szatni.

Zdołałem jeszcze zobaczyć fragment nieźle zapowiadającego się pojedynku Andreasa Haider-Maurera z Christianem Garinem. Trafiłem na moment drugiego seta, w którym obrońca tytułu został przełamany. Potężnie trzasnął rakietą o ziemię i wydawało się, że będziemy świadkami trzeciej partii. Andreas zdołał jednak odrobić stratę, dogonić młodszego rywala i załatwić sprawę w tie breaku. Nie mogłem przeoczyć rywalizacji Radu Albota i Rui’ego Machado, ponieważ obiecałem Nathii, że będę wspierał tego pierwszego, który nota bene jest jednym z jej ulubieńców. To był zwariowany mecz. Było sporo dłuższych wymian, serwis nie był wielkim atutem żadnego z nich. Pierwszy set padł łupem Albota, w drugim zdecydowanie przeważał Portugalczyk, który w pewnym momencie zatrzymał grę spierając się z najpierw sędzią, później supervisorem, że przeszkadzają mu trenujący obok na korcie tenisiści (mówił, że nie jest w porządku, gdy przed jego drugim serwisem wpada na ten kort piłka z sąsiadującego). Rui mocno przesadzał, nie tylko w tym momencie. Jego rywal zresztą również był dość nadpobudliwy. Gdy zawalił jedną z wymian prostym błędem przy siatce, wziął drugą piłkę i posłał wysoko, na kort centralny, za co otrzymał ostrzeżenie. Po przegranym drugim secie Mołdawianin poprosił o przerwę toaletową, czym ponownie wyprowadził z równowagi przeciwnika. Machado wypytywał sędziego, ile to może trwać, dlaczego tak długo, itd. W końcu Radu wrócił i zaczął trzeciego seta bardzo dobrze. Miał *3-1 40-15 i… zaprzepaścił to wszystko. Został jeszcze w tym gemie przełamany i jak okazało się, to był ostatni gem wygrany przez niego w turnieju singlowym. Triumfował Portugalczyk, który swoimi minami przypomina bardzo dobrze pułkownika Jose Arcadio Moralesa z „Kilerów dwóch”.
Radu Albot / TenisLove

Radu Albot / TenisLove
Rui Machado / TenisLove

Rui Machado / TenisLove

W tym samym czasie bardzo długi, zacięty mecz rozegrał Błażej Koniusz z Miljanem Zekiciem. Po wygranym w dramatycznych okolicznościach pierwszym secie w tie breaku, Polak oddał drugiego i miał o wszystkim zadecydować trzeci. Wydawało się, że tam też zadecyduje tie break, lecz w decydującym momencie Polak stracił serwis i przegrał 5-7. To nie był jednak koniec emocji związanych z występami rodaków. Andriej Kapaś sprawił nie lada niespodziankę ogrywając Andreasa Becka w dwóch setach. Pierwszego wygrał do trzech, a drugi był zdecydowanie bardziej zacięty, lecz zakończył się szczęśliwie w tie breaku. Po meczu Kapaś podkreślał, że ogólnie nie leżą mu zawodnicy leworęczni, ale zagrał dobry mecz i bardzo cieszy się z wygranej w Poznaniu, gdzie zawsze wspierają go kibice. Andi chyba zlekceważył rywala (ale nie grał na pół gwizdka). W pierwszej partii tylko oglądał niektóre winnery, w drugiej wziął się w garść, lecz nie było mu dane zwyciężyć tego dnia.

Środa rozpoczyna się od pojedynku Kamila Majchrzaka z Adamem Pavlaskiem. Jeśli Polak zagra na równie dobrym poziomie, co w starciu z Herbertem, jest w stanie zwyciężyć. W tym samym czasie na pierwszym korcie powalczy Martin Alund z Enrique Lopez-Perezem. Po Majchrzaku na kort centralny wejdą Taro Daniel i Andreas Haider-Maurer. Ten mecz zapowiada się bardzo dobrze i wierzę, że Japończyk ogra obrońcę tytułu. Po nich zaprezentują się Grzegorz Panfil i David Goffin. Zobaczymy, czy Polak będzie kontynuował świetną grę z pierwszego dnia turnieju. Wydaje się, że Belg jest za mocny, ale nie można odbierać szans Panfilowi.

Pozostałe wpisy związane ze sportem i rekreacją:

Poznań Open 2014: w(t)orek niespodzianek
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
About