Siłownia Leszno galaxy sport

DavisCup: stracona szansa Polaków?!

DavisCup: stracona szansa Polaków?!
User Rating

DavisCup: stracona szansa Polaków?!
Polska przegrywa z Chorwacją 0-2 po pierwszym dniu zmagań w ramach Pucharu Davisa. Marin Cilić pokonał Michała Przysiężnego 61 64 64, a Borna Corić sprawił nie lada niespodziankę wygrywając z Jerzym Janowiczem 26 62 75 57 64.

Chyba nikt nie spodziewał się takiego rozwoju sytuacji. Większość raczej spodziewała się, że rozstrzygnięcie rywalizacji zapadnie w ostatnim pojedynku pomiędzy Borną a Michałem i to temu drugiemu dawano większe szanse. Tymczasem młody Chorwat, zwycięzca juniorskiego US Open z zeszłego roku, te przewidywania wsadził między bajki.

Zacznijmy jednak od początku. Hala zaludniała się w bardzo powolnym tempie. Z jednej strony to zrozumiałe, ponieważ była to pora, w której część z kibiców mogła być jeszcze w pracy, z drugiej zaś większość krzątała się między stoiskiem z hotdogami, albo innymi boksami z promocjami. Stąd taki obrazek, wszyscy uczestnicy spotkania na korcie, a na trybunach puchy. Wątek kultury polskiego dopingowania zostawię na koniec.

Nikt nie miał prawa oczekiwać od Michała Przysiężnego tego, że powalczy jak równy z równym z Marinem Ciliciem. Tak, jak pisałem w poprzednim tekście przy okazji jego porażki z Montanesem, czy też z Russellem: w aktualnej dyspozycji wygrałby chyba wyłącznie z Mischa Zverevem. Cilić od początku do końca grał swoje, bez większych fajerwerków, ale to było wystarczające na Przysiężnego. Gdy Chorwat znalazł się w tarapatach, zawsze mógł liczyć na świetny serwis i udane ofensywne akcje przy siatce (chociaż nie robił tego za często). Odgrywał prawie wszystko zza linii końcowej i albo wyczekiwał błędu Polaka (nie musiał zbyt długo na to czekać), albo popisywał się efektownymi uderzeniami wygrywającymi.

Jeśli chodzi o Michała, to wydaje mi się, że pierwszy jakikolwiek winner zagrał dopiero w drugim secie. Ogólnie druga odsłona wyglądała znacznie lepiej. O ile w pierwszym był już pogodzony z jego stratą, o tyle w następnej partii walczył, utrzymywał serwis… do czasu, a dokładniej do końcówki seta, w której Cilić mobilizował się, łamał rywala, by chwilę później serwować na seta/mecz. I w ten sposób kończyły się dwie ostatnie partie. Chorwat był zdecydowanie lepszy, wygrał całkowicie zasłużenie.

Następnie kort zajęli Borna Corić i Jerzy Janowicz. Już na samym starcie można było odnieść wrażenie, że JJ lekceważy rywala (np. kazał na siebie długo czekać przed rozpoczęciem gry). Pierwsza odsłona to bardzo bojaźliwy Chorwat popełniający mnóstwo błędów i wykorzystujący to Janowicz. Już kibice sądzili, że wyjdą wcześnie z hali. W drugiej już Borna dostrzegł, że ten Jerzy to wcale nie taki straszny. Utrzymywał już podania, przełamywał serwis Polaka (spory w tym udział miał sam JJ popełniając wiele podwójnych błędów) i stopniowo nakręcał się i mobilizował. Janowicz natomiast zaczął stroić fochy. A to zły sędzia liniowy, bo dostrzegł aut, a to zła Szwedka, bo poprawiła decyzję liniowego, wszyscy źli przeciwko Jerzemu. Sędzia główna prowadziła zawody bardzo dobrze. Z perspektywy trybun wydawało się kilka razy, że liniowi źle ocenili niektóre sytuacje, ale nie tylko na niekorzyść Polaka.

W kolejnych setach utrzymywała się taka tendencja i sytuacja na korcie. Janowicz lamentował, jaki to on jest poszkodowany (aż chciało się krzyknąć „how many times?”), a Corić to skrzętnie wykorzystywał, co sam przyznał w wypowiedzi pomeczowej. Mówił, że chciał się dostać do głowy rywala, że chciał go zdenerwować. I tak faktycznie było. Jak, na tak młodego tenisistę trzeba naprawdę oddać mu za to honory. Dostawał płaskie piłki od Janowicza, a odgrywał wysokie top spiny i spowalniał grę. Wyczekiwał ataku Janowicza i tak zawsze się działo, z tym że większość ataków Jurka lądowała na autach, co jeszcze bardziej go denerwowało (cierpiały na tym rakiety). Trzeba również podkreślić fantastyczny return Coricia, który znacząco przyczynił się do tego zwycięstwa.

Teraz obiecane kilka słów o atmosferze i kibicach. Pisałem po spotkaniu z Australią, że kibice nie sprostali, że było słabo. W takim razie teraz była katastrofa, jakaś kompletna pomyłka. Ani trochę nie czuło się atmosfery Pucharu Davisa, a przecież PZT zachwycony kibicami australijskimi nawet zorganizował na ten mecz specjalny sektor kibicowski. Prawda jest taka, że popularni Fanatics mobilizowali Polaków do dopingu. Teraz, gdy Chorwatów była garstka, nasi kibice milczeli. Poza brawami po zdobyciu punktu przez rodaka, rzadko zaintonowali jakieś przyśpiewki, okrzyki. Słychać było pojedyncze głosy, czasami nawet „Polska! Polska!”, ale ogólnie była pod tym względem żenada.

Chcę również parę zdań poświęcić tenisowym Januszom. Różnią się oni od tych piłkarskich tym, że nie mają wąsów, ale poza tym są prawie same podobieństwa. Typowy tenisowy Janusz to mężczyzna w wieku ok. 60 lat, który przyszedł na mecz z kolegami (innymi Januszami, może mniej intensywnymi) po to, by wyjaśnić wszystkim dookoła na czym gra polega, co tenisista zrobił nie tak, a jak powinien. „Zobacz! Widziałeś?” i tu zaczyna się długa przemowa Janusza, który rozjaśnia koledze i wszystkim wokół (bo oczywiście musi robić to bardzo głośno, tak aby wszyscy pochłaniali jego cenne lekcje), co przed chwilą miało miejsce. Należy podkreślić, że Janusz trzyma figę za Polaka (w tym wypadku za Janowicza). „Haaaahaaa dobrze mu tak! Dawaj młody!” to przykładowy okrzyk Janusza. Gdy natomiast dobrze zagrał Janowicz, z jego ust można było usłyszeć „widziałeś? nieczysto trafił, o tak trzymał rakietę, o tak”. Janusz usłyszawszy, że któryś z kibiców nad nim wykrzyczał „Jerzy dawaj teraz! musisz!”, odpowiada: „he-he-he co on musi, co on musi”, by za chwilę ponownie pośmiać się z niepowodzenia Polaka. Tenisowy Janusz ma oczywiście taką wiedzę, bo sam grywa w tenisa, ale nic nie osiągnął, bo prawdopodobnie zaczął zbyt późno, że nie te lata, ale gdyby był młodszy to na pewno byłby w setce. To na razie tyle o tej grupie kibiców.

Nie, nie. Ta reklama nie ma nic wspólnego z Januszami. Z czym Wam się kojarzą jej ostatnie sekundy (tj. owacje grupy panów)? Jeśli Wasza odpowiedź to: z Kapitanem Szymanikiem, to macie u mnie piwo. Jeśli nadal nie wiecie o co chodzi, to już tłumaczę. Otóż proszę sobie wyobrazić sytuację, genialna wymiana z obu stron, piękne uderzenia, Polak kończy świetnym winnerem, w tym momencie wstaje z ławki Kapitan Szymanik i w ten sposób, co ci panowie w ostatnich sekundach reklamy, bije brawo i mobilizuje swojego zawodnika. Czujecie się zmobilizowani? Oczywiście nie mówię, że to ma jakiś wpływ na tenisistę, ale wygląda to z boku przezabawnie. Równie zabawna była walka szwedzkiej arbiter z językiem polskim (w spotkaniu Janowicza). Szczaczszcześci-czyszczasześci. No nie szło momentami pani zrozumieć, ale wielki szacunek za podjęcie tej walki.

Oby jeszcze nasi tenisiści poszli w jej ślady i walczyli do końca. Dzisiaj zagrają debliści. Relacja tekstowa z tego pojedynku na Lajfy.com.

Pozostałe wpisy związane ze sportem i rekreacją:

DavisCup: stracona szansa Polaków?!
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
About